Najnowsze wpisy
Płatności
Podaję cenę..
I znów grzech..
Był sobie rok 2011..
Nieprofesjonalni..
Serwis. Poniżenie czy pomocna dłoń?
Odszkodowanie (?) za opóźnienie
Niekompetentni
Ręce opadają
Chciałbym być dumny.. .
O mnie
finlandia
Dealer stolarki. Zakochany w drewnie, doceniający zalety PCW.
W branży od 1998r.
Moje linki
Archiwum
2010
Kwiecień, Maj, Czerwiec, Lipiec, Sierpień, Wrzesień, Październik, Listopad, Grudzień2011
Styczeń, Luty, Marzec, Czerwiec, Lipiec, Wrzesień, Listopad2012
Styczeń, Luty, KwiecieńPłatności
Wtorek, 3 kwietnia 2012
Jestem szczęśliwym człowiekiem:). Po raz kolejny uświadomiłem sobie to niedawno, kiedy zadzwoniła do firmy miła Pani z upomnieniem – prośbą o zapłatę trzech zaległych faktur.. Zdarza się. Ale przecież nie u mnie! Uznaliśmy początkowo, że może ktoś coś źle zaksięgował, bo wysłane przelewy zwykle dochodzą.. Po paru zdaniach wyszło szydło z worka. Pani pomyliła numer i chciała dodzwonić się do innego odbiorcy w tym samym mieście, bo u mnie jak najbardziej wszystko było w porządku.
Cholernie mnie cieszy, że mam uregulowane sprawy finansowe. Że nie muszę się martwić o zapłacenie drobnych faktur zanim je rozliczę z Klientem. Przy dużych kwotach zastrzegam przy podpisywaniu umowy, że w przypadku dłuższego czekania na montaż będę prosił Klienta o pieniądze za towar. Zwykle nie ma z tym żadnego problemu. Szczególnie fajnie, jeśli Producent daje za 100%zaliczki dodatkowy rabat – wszyscy są wtedy szczęśliwi i każdy jest „do przodu”.
Właściwie to chciałem napisać, że.. wkurza mnie, gdy ktoś nie płaci. Pamiętam z dawnych lat, jak pewni odbiorcy byli u mojego pracodawcy zadłużeni na setki tysięcy złotych - o wiele miesięcy po terminie. Setki tysięcy.. mało powiedziane. Aż trudno uwierzyć, że można mieć takie długi za okna. Ale były i co najgorsze – myśmy im wciąż sprzedawali okna. Lubiliśmy się, wierzyliśmy w słowa, a przecież oni OKRADALI naszego Pracodawcę. Sam jestem w szoku, jak można to było tolerować. Dopiero drugi Pracodawca uświadomił mi dla kogo pracuję i kto przelewa mi wypłatę. Dziś do niepłacących firm podchodzę.. hmm.. nie chciałbym kogoś urazić. Różne bywają powody spóźnienia, ale.. jak coś kupuję to do cholery – wypada za to zapłacić. Nie grymasić, że jeszcze nie sprzedałem, że mam jakąś reklamację itp. W końcu czy my sami, lubimy kiedy tak nas traktują Klienci?
Wychodzę z założenia – nie czyń drugiemu co Tobie nie miłe.
Skomentuj / Zobacz komentarzePodaję cenę..
Czwartek, 16 lutego 2012
Całkiem niedawno miałem okazję być klientem na usługi budowlane – drobna praca przy remoncie.. Taka trochę większa „fucha” dla dwóch ludzi. Chociaż o tym mogłem się przekonać dopiero po wszystkim.
Oczywiście miałem wybór kilku fachowców – byli w zasięgu telefonu. Małe rozpoznanie cen, ustalenie tej korzystnej (bez targowania się – bo co tu się droczyć o wartość sporo niższą niż u konkurencji).. No tak – nie zaświeciła mi się lampka kontrolna.
Ale ok, zaczęło się ok. Po małych konsultacjach ilości towaru ustaliłem listę zakupów, przywiozłem je (włącznie ze z najdrobniejszymi gwoździami). Robota szła tak sobie (ale co tam – mi się nie spieszyło, a czekanie rekompensowała cena). W połowie dostałem polecenie dalszych zakupów, ostatniego dnia także miało czegoś zabraknąć, więc kurs do sklepu ...a finalnie zostało towaru za ok 20% wartości całych zakupów (coś ok 200-300zł). Nie byłem zadowolony.
Przyszła chwila rozliczenia.. Myślicie że ustalona stawka „za metr” miała jakieś znaczenie? Padła kwota końcowa - większa niemal 4 razy niż by to wynikało z umowy! (ustnej, ale to przecież umowa!) Po raz pierwszy w życiu wściekłem się na taki układ i zrozumiałem Inwestorów, którzy tak nisko cenią wykonawców na budowie.
Znalazłem się w kropce: jak nie zapłacę tyle ile chcą, to wyjdę na drania. Zapłacę – będę frajerem... Nie było dobrego rozwiązania. Zapłaciłem i tak 2,5 raza więcej niż było wcześniej niż było ustalane. Draniem zostałem – bo wykonawca też nie był zadowolony...
A ja.. zawsze staram się podać końcową, ostateczną cenę swojej pracy. Czasem coś się nie da przeliczyć wcześniej (np. jakaś ewentualna bardzo trudna obróbka tynkiem ozdobnym, płytkami lub podobne), ale wtedy zaznaczam, że tego się nie podejmuję, bo nie jestem w stanie podać wcześniej ceny. Ale nawet jeśli już coś zrobię, co nie było wcześniej określone – to nie mam zwyczaju żądać od Klienta jakiś dopłat extra.
Po co ja to wszystko piszę? Bo chcę Wam powiedzieć, że jeśli postępujecie wobec swoich Klientów, ta jak to wyżej opisałem, to nie mamy o czym mówić. Jak tak można? To najzwyklejsze świństwo i nie mówcie mi, że frajerów trzeba kroić. Gardzę taką postawą.
Skomentuj / Zobacz komentarzeI znów grzech..
Piątek, 3 lutego 2012
Nawet nie potrafię nazwać tej relacji... Nie znajduję słowa. Ale wiecie o czy mówię?
Pracowałem kiedyś w znanych firmach. Liderzy na rynku, przynajmniej w jakimś okresie. Jeździliśmy na targi, pokazywaliśmy fantastyczne produkty, które się podobały. Widząc taki zachwyt Klientów można było nieźle podbudować własne ego. Czasem nawet za bardzo..
Tylko że to było spojrzenie jednostronne. Teraz wiem, że z innej perspektywy to wygląda inaczej. Że taka radość granicząca z przeświadczeniem o własnej doskonałości jest źle odbierana.
Oj sporo znam takich firm, w których ludziom wydaje się, że pozjadali wszystkie rozumy. Chyba szybciej wymienię te, które prezentują się „normalnie” niż te zarozumiałe.. Zaczynając od drzwi zewnętrznych stalowych. Ktoś już kiedyś podał tą nazwę w komentarzach, więc ja nie muszę jej powtarzać. Ostatnio takim samym tonem potraktował mnie ich delaer-hurtownik. Z faceta którego lubiłem, za uczciwe podejście do spraw wypłynęła cała żółć. Oj była to bardzo nieprzyjemna rozmowa. Z mojej perspektywy konkluzja była taka: ja, szary żuczek śmiem zawracać głowę telefonami w drobnej sprawie wielkiego dealera znanej firmy. Jakim prawem upominam się o swoje – przecież będzie tak jak on uzna i powinienem siedzieć i czekać... Zupełnym przeciwieństwem jest ich konkurencja: KMT i ich dealer w Lublinie (polecam - Art-mar). Zawsze rzeczowi, chętni do pomocy. Czuć że traktują partnersko firmy z którymi współpracują.
Drzwi wewnętrzne też mają swoje „księżniczki”. Na pewno nie jest to Porta – współpracuje mi się z nimi świetnie. Najdrobniejsza nietypowa sprawa jest do załatwienia – przynajmniej ustalenia są od ręki. Ma to swoją cenę ale nie jest ona zaporowa. A ich rywal? Rety... dogadać się z nimi – szok. Mają swoje „chimery” i mówią „nie, bo nie”. Mały gest pomocy jest nie na ich poziomie. Dają odczuć, że oni są wielcy i byle głupotami się nie zajmują. Zresztą – komunikacja w ich firmie nie raz dała mi inspirującą złość do pisania.
W oknach też to mam. Głupio jest pisać o swoich, tym bardziej że potraktowanie ogólne byłoby krzywdzące, bo firma w czasie wieloletnich zmian ma zarówno ludzi bardzo pozytywnych, ale też tych ze starej nomenklatury (wcale nie myślę tu o wieku). Oj nie raz poczułem się jako petent. A nie partner.
Z moich obserwacji wynika, że dotyczy to ludzi, którzy nie mieli okazji ciężko pracować na pozycję firmy. Nie widzieli, że niektórzy muszą włożyć trochę serca by budować dobre relacje. Ale czy to ich wina że od razu trafili do wielkiej firmy i nie mieli gdzie nauczyć się pokory... ? Ryba zawsze psuje się of głowy..
Skomentuj / Zobacz komentarzeBył sobie rok 2011..
Sobota, 7 stycznia 2012
Tak się składa, że do pisania najlepiej napędzaj mnie złość. Nie ma nic lepszego niż odreagowanie w taki twórczy sposób:) Ale za żadne skarby nie mogę się zdenerwować myśląc o poprzednim roku.
Nie był taki zły jak wróżyli. Mam to szczęście, że moje wyniki w firmie wyszły nieźle. Jeszcze nie wiem dokładnie, ale wg pobieżnego podliczenia przychodu nie było u mnie gorzej niż w latach wcześniejszych. Doszedłem do pewnej granicy obrotów i tak jakby stoję w miejscu. Bo różnice o 10% w dół lub górę nie są dla mnie aż tak istotne, kiedy wynik i tak satysfakcjonuje i daje mi bezpieczny zapas na stałą „modernizację” firmy.
Nie znam jeszcze dochodu (co komu po przychodzie ? ;) - zobaczymy co wyliczy księgowa. Szczerze mówiąc, to spodziewam się coraz słabszej rentowności. Jednak konkurencja robi swoje, szczególnie w drzwiach wewnętrznych. Z jednej strony odczuwałem brak w ofercie dobrych, atrakcyjnych drzwi drewnianych, z drugiej jedna z firm w Siedlcach szalała przez niemal dwa lata z rabatem 13% na drzwi wewnętrzne masowych producentów (a sami wiecie, ile mniej więcej mamy na nie rabatu hurtowego). Na nich mój zysk był mierny – nie dało się z tego żyć, przynajmniej u mnie - bo z rabatami nie mogłem być gorszy.
Ale co tam narzekania – lukę w stolarce wewnętrznej wypełniłem pozycją z najwyższej półki (cenowej to na pewno) a i moje utęsknione drzwi też wróciły. Jest w końcu szansa, że ta połowa mojego salonu będzie znów na siebie zarabiała.
Dość dobrze w tym roku sprzedawał mi się Urzędowski. Zupełnie nie miałem powodów do narzekań. Produkcja szła stale i praktycznie terminowo (jak na tą firmę:). Hitem okazują się ich okna bluEvoluion – jak dla mnie „kawał” dobrego okna w jeszcze lepszej cenie.
Czego oczekuję od roku 2012? By nie było specjalnie gorzej. Ciągle rozwijam swoją stronę internetową po to by była nr 1 na hasło „Okna Siedlce” Ale jestem świadomy, że bez profesjonalnego pozycjonowania to niemożliwe, bo konkurencja korzysta z takich usług. A ja tylko poprawiam, uzupełniam, dodaję zdjęcia i śledzę statystki. W sumie jest sukces. W ostatnim roku miałem na niej dwukrotnie większy ruch niż rok wcześniej. Czy teraz też uda się podwoić wynik? Jest to możliwe. Więc zaczynamy – klikając w link pomożesz : www.alterdom.pl Zapraszam.
Ps. Bym zapomniał. Niedługo Budma. Miałem nie jechać, bo targi o specjalizacji okna-drzwi będą w 2013r. Ale chyba wyskoczę na dzień by zobaczyć co słychać. No i szczerze mówiąc ciekaw jestem co takiego przygotowuje Oknonet – a jeśli dobrze pamiętam, to chyba na Budmie ma być premiera ich nowego wydawnictwa branżowego..
Skomentuj / Zobacz komentarzeNieprofesjonalni..
Wtorek, 29 listopada 2011
To dziś o braku kompetencji wśród dealerów. Z punktu widzenia Producenta. Przyznam, że „zainspirował” mnie „Gość” komentujący poprzedni wpis, który był wyrazem mojej złości na wykorzystywanie sytuacji przez fabryki.
Narzekanie jest rzeczą ludzką. Oczywiście – im mniejsza firma tym słychać je głośniej. Kiedyś jeden z moich szefów powiedział: „jak robimy spotkanie dla pierwszej 30stki – to jest super, miło, żadnych problemów. Przy środku tabeli pojawiają się już jakieś sprawy. Ale przy końcówce „rankingu” to już okazuje się, że wszystko co robimy jest złe i lepiej by było jakbyśmy przestali produkować”.
Jest coś w tym, chociaż miałem ostatnio przyjemność być wśród najlepszej 10-tki (oczywiście nie za sprzedaż, a za nadzieje ;) i też były narzekania i chociaż wśród najlepszych są głównie szefowie firm, którzy na co dzień już nie robią takich szarych czynności jak wyceny, pisanie reklamacji, wypytywanie o jej stan, itp. czyli nie do końca są w to zaangażowani – więc z tego powodu tak mocno nie „marudzą”.
Ale do rzeczy, do „,moich” reklamacji. Mamy sytuację, która mnie ostatnio zezłościła. Skrzydło przyjechało w innym kolorze niż zamawiane (na opakowaniu wszystko się zgadzało, włącznie z metką!). Nie z mojej winy, mogli to wychwycić wszyscy przede mną i wykonać nowe, prawidłowe. Wściekałbym się tylko za bardzo długi czas realizacji. Ale stało się. Załóżmy, że odsyłam towar do reklamacji. Czy mam prawo oczekiwać, że fabryka mi je szybko zrobi? Co ja mam powiedzieć Klientowi, gdy termin umowy mija, a on zaczyna mnie szantażować rezygnacją. Bo przecież dobrze wiem, że nowego skrzydła nie dostanę w tydzień czy dwa. Powiem prawdę - czyli czarny scenariusz i 5 tygodni czekania – będzie rezygnacja – przecież przez tyle czasu to on sobie te drzwi zamówi w każdym innym punkcie.. Zwykle więc mówię - zgodnie ze swoimi nadziejami - że w fabryce staną na wysokości zadania i zrobią mi to skrzydło ekspresowo... ech, ta moja naiwność:)
Więc mam następne pytania: czy mam prawo oczekiwać, że firma mi przedłuży termin płatności na resztę towaru, tą która przyjechała ok? Nie sądzę, nawet nie próbuję wysuwać takich roszczeń tylko płacę, bo nie jestem świnią szukającą byle pretekstu do wstrzymania płatności. Załóżmy dalej, że Klient czeka ten miesiąc, to czy firma podejmie się udzielenia rekompensaty za opóźnienie? Tak, to nie Producent ma umowę z Klientem a tylko z hurtownikiem drzwi? Ten już zwykle nie ma umowy ze swoim dalszym dealerem.. więc odszkodowanie nie przysługuje? I to jest fair? Pięknie. Dziękuję. A gdyby Klient zrezygnował? Przyjmiecie towar z powrotem? Nie, bo przecież na kilka sztuk drzwi tylko jedna była zła? Tak, to nie Wasza wina...
Gratuluję tak dobrego samopoczucia..
Skomentuj / Zobacz komentarzeSerwis. Poniżenie czy pomocna dłoń?
Poniedziałek, 7 listopada 2011
W zasadzie ten wpis, to kontynuacja tematu o ludzi niekompetentnych. Kto z nas nie ma spraw reklamacyjnych? Stare przysłowie mówi: „nie myli się ten, co nic robi”. I jak to wiem, rozumiem i toleruję, bo samemu jest mi daleko do doskonałości.
Mam sezon na reklamacje. Szczególnie dotyczy to drzwi wewnętrznych czy też „stalówek”.
Jak wspominałem w poprzednim wpisie – w tym roku pomylili się niemal wszyscy moi Dostawcy. Ale pewne przypadki powtarzają się po raz kolejny! Tego nie mogę zrozumieć! Np. znany producent drzwi znów przesłał mi skrzydło w innym kolorze niż zamawiane. Oczywiście na metce wyrobu wszystko się zgadza.. By dopełnić sytuacji dodam, że drzwi robiły się dość długo, Klient się wściekał więc montaż – w mieście odległym o 90km - był zgrany co do minuty. Towar został odebrany „po drodze”, bo każda chwila była cenna. Nawet do pudełek nie zaglądałem / tak wiem, to mój błąd/, bo warunki przeładunku na stacji benzynowe nie są aż tak komfortowe.. poza tym mamy do siebie zaufanie i mam prawo wierzyć, że przyjmuję dobry towar.. Ech, naiwność! :)
Sytuacja z mojej perspektywy wygląda tak: pomylił się Producent, hurtownik nie wychwycił tej pomyłki u siebie a ja się zbłaźniłem przed Klientem. Oczywiście mógłbym towar dokładnie sprawdzić i nie przyjąć skrzydła. Tylko wkurza mnie, że u Producenta tego nie wychwycono! Przecież te drzwi szły przez wiele par rąk. Jeden człowiek położył na drzwiach okleinę ze złej półki. Ale Ci wszyscy, następni którzy docinali listewki, wkładali szyby, zamki, pakowali, kontroler... Ale on tu będzie tylko kozłem ofiarnym - przecież zakład ma ISO, a jedną z głównych zasad jest ta, że wykonując swoją czynność sprawdzam swojego poprzednika..
Koszty.
Każdego to boli. Producent musi wykonać nowe skrzydło (stare pewnie trafi do mnie w innym zamówieniu lub na ekspozycję). Hurtownik też ma koszty, bo musi mi te skrzydło przewieźć, chociaż nie sądzę by to zrobił specjalnie, bo mu się to zwyczajnie nie opłaca. A ja mam mieć zysk z tego, że muszę poświęcić pół dnia i specjalną jazdę ? Strata dla wszystkich.
Ale pal licho – mogłem sprawdzić, nie było by nerwów. Ale chyba nie do końca, bo przecież Klient czeka.. I kto za to zapłaci.. ?
Wkurza mnie to potwornie. Producent ma to gdzieś, pośrednik też a ja muszę świecić oczami i rabatem.. No tak, mam być szczęśliwy, bo nie muszę płacić za nowe skrzydło i powinienem się cieszyć, że zrobili mi je w ciągu miesiąca... Chcecie poznać nazwy firm?
Skomentuj / Zobacz komentarzeOdszkodowanie (?) za opóźnienie
Piątek, 2 września 2011
Tak się złożyło, że mam wśród swoich dostawców firmy, które czasem nie dotrzymują deklarowanych terminów realizacji. Jedne mają to we krwi, inne dopada zadyszka przy słabszej koniunkturze i zaczyna brakować zaliczek na bieżące zakupy, a jeszcze inne mają po prostu kiepską organizację i nie potrafią określić terminu ani tym bardziej go dotrzymać, bo większy napływ zamówień od razu wprowadza zamieszanie.
Żeby nie było, że Wasze podejrzenia idą do jakiś firm niesłusznie, to od razu powiem: Vetrex (okna PCW) i Krispol (bramy garażowe) – to są moi dostawcy, których nie dotyczy ten temat – ale to w miarę młode firmy i profesjonalnie zarządzane. Inne sprawa że ten profesjonalizm ma też twarz sztywnych procedur a nie ludzi... ale wychodzi że sam już nie wiem – wolę terminowość czy twardą dyscyplinę?
Tak czy inaczej – u każdego z nas dochodzi do opóźnień a Klienci.. szczególnie ostatnio są jacyś niecierpliwi. Chociaż ja na swoich narzekać nie mogę. Bo naprawdę - może czasem mnie złoszczą notorycznymi telefonami, ale po czasie doceniam ich cierpliwość. Chociaż ostatnio.. KMT spóźnia się o kila dni. Moja umowa z Klientem jest już też po terminie: trzy dni. Wpadł Klient z litanią pretensji (ale nie do mnie a do fabryki) i żądaniami pociągnięcia do odpowiedzialności, wypłaty odszkodowanie itp.. Zupełnie jakby się świat walił. Ja go rozumiem - on stoi z remontem, a dla mnie to tylko drzwi za tysiąc złotych. Co to jest wobec okien za kilkadziesiąt tysięcy spóźnionych o grube tygodnie..
No ale – Klient to głos. I nie ważne ile wydaje – bo jego głos nie polecający naszej firmy tak samo mocno brzmi wśród jego znajomych.
To czas do sedna. Co w przypadku sporu? Bo kary z umowy to pewnie u każdego z nas są nieadekwatne do oczekiwań Klienta. Trudno oczekiwać, byśmy podpisywali na siebie wyrok.. Ja zapisałem dwukrotność odsetek ustawowych. Mało, bo w przypadku klienta od drzwi to nie będzie nawet kilku złotych. Uznaniowo zwykle dajemy dużo więcej, tylko co można dać rabatu z drzwi, na których zarobię nie więcej niż 50zł.. Ktoś powie, że dobra opinia jest ważniejsza niż pieniądze. Pewnie tak, ale co umarłemu po chwale..
Upadek. Właśnie do tego zmierza szastanie rabatami na lewo i prawo. Oczywiście Klientom należy się zadośćuczynienie.. ale czy dobry rabat kilkuset złotych (lub więcej - powiedzmy że do 10 %) wartości zamówienia sprawi, że Klient się uśmiechnie? A może uzna to za nędzne gorsze? Na pewno to trudna materia, bo wiem, że może mieć tu zastosowanie stara maksyma „ daje się palec, ale ciągną od razu cała rękę”..
Nie mam pewności w tej materii, dlatego zwracam się do Was.. jak Wy rozwiązujecie problemy z opóźnieniami?
Skomentuj / Zobacz komentarzeNiekompetentni
Czwartek, 28 lipca 2011
Dzieje się ostatnio sporo. Może nie ma lawiny zamówień, by tego „nieogarniać” ale coś się kręci.
Piotrek kiedyś powiedział, że brak profesjonalizmu oznacza konieczność rozstania się z pracownikiem. I trudno się z nim nie zgodzić. Nawet jak się kogoś lubi, to ile można tolerować fakt, że jest to osoba niewłaściwa na swoim miejscu.
W tym roku zanotowałem więcej ludzkich pomyłek niż przez poprzednie 5 lat działalności. Mylili się wszyscy: czołowy polski Producent drzwi antywłamaniowych w kartonie zapakował ościeżnicę prawą zamiast lewą. Majster zdążył zdemontować stare drzwi zanim odkrył, że jest „skucha” (tak, tak,zawsze sprawdzajcie towar wcześniej!;). Największy producent drzwi wysłał mi skrzydło w innym kolorze niż zamawiane – dobrze, że pakują je w folię – dało się to wychwycić od razu po dostawie. W sumie miał być orzech i był, ale jakaś inna odmiana. Tylko, że i tu pojawił się irytujący czynnik ludzki – bo oczywiście zgłaszający to został potraktowany jak ślepy, a w dodatku to jak on śmie zgłaszać nieprawidłowości. Ich konkurent, druga firma w drzwiach nie została z tyłu. Tylko, że Ci „pakują się” w karton. Drzwi stały w magazynie przez miesiąc. Na metce wszystko się zgadzało – tyle sprawdzamy przy dostawie. Dzień przed montażem wniosłem je na czwarte piętro i już byłem na dole, kiedy zadzwonił Klient.. nie ten kolor...
O mniejszych producentach stalówek mówić mi się nie chce. Jeden chyba ze trzy razy mylił kolor to ościeżnicy, to skrzydła. Inny notorycznie źle dobierał progi i zakończenia. Mój „maniakalny” Producent też się kiedyś tak pomylił - jakieś 5 lat temu zamówiłem parapet dla siebie. Przyjechał w innym kolorze.. Ale na moje szczęście to był ich jedyny taki raz. A może jeszcze kiedyś – dostałem nieswoje drzwi. Z tym, że to ktoś w magazynie pokręcił, zawalił jeden człowiek a nie cała seria ludzi na produkcji.
Przykłady mógłbym mnożyć – ale zwykle nie rozpamiętuję ich za długo, bo pomylić się jest rzeczą ludzką. Napisałem jedynie o przykładach z ostatniego czasu. Skąd ich tyle? Mam swoją teorię. Kryzys – mimo że niby faktycznie go u nas nie było, to jednak odcisnął swoje piętno. Zamrożone bądź obniżone płace, cięcia budżetowe, zwolnienia. To sprawia, że pracownicy zmieniają się zbyt często. Za małą płacę do pracy przychodzą słabsze zamienniki. A potem rodzą się takie problemy.
Wszystkiemu winni ludzie niekompetentni. Zaczynając od szefów bez sensu zaciskających pasa, po nowych ludzi, którym brakuje motywacji. Nie podoba mi się to. Zamiast się dziś rozpisywać, mógłbym przytoczyć stare powiedzenie „Ten się nie myli, kto nic nie robi”. Zgadzam się, ale czy da się to usprawiedliwiać tylko przysłowiem?
Skomentuj / Zobacz komentarze
Ręce opadają
Poniedziałek, 13 czerwca 2011
Czas na coś z życia. Reklamacja? Hmm.. jakby to napisać. O serwisie mam ochotę powiedzieć bardzo dużo, ale na wciąż brakuje mi czasu i odwagi. Dokopać w internecie swojemu dostawcy z powodu odrzuconej reklamacji? To takie prostackie. Nie raz mam ochotę to zrobić, ale zawsze czekam tyle, by złość mi przeszła. Chociaż wpisy pod wpływem emocji są najlepsze.. Może kiedyś tak wypalę, więc bójcie się dostawcy (*uwaga: wcale nie myślę tu o tej konkretnej firmie!;) )
Miałem ostatnio małe zamówienie na drzwi wewnętrzne. Naturalna okleina, znana marka. Cztery pary do remontowanego mieszkania. Oczywiście utrudnienia z życia wzięte – łazienka z glazurą do skucia i położenia nowych plytek. Kto zgadnie jakie będą grubości ścian? Ja mogę, ale wolę mieć pewność, zwłaszcza że wykonawca sam ma wątpliwości. Czekamy kilka dni (umowa podpisana, zaliczka też wpłacona, więc termin „leci”.. ) Uciekło na tym ok tygodnia. Potem jakieś 4 tygodnie oczekiwania itp. Święta, majówka, awaria linii, opóźnienie. Ościeżnice przyszły szybciej – wykonawca się wściekał, bo nie mógł skończyć remontu (wg niego), więc zamontowano same futryny. Skrzydła przyszły później – w sumie zeszło się dwa miesiące. Nieznacznie inne usłojenie okleiny. Może nie pasowało idealnie do ościeżnic, ale nie było rażące. Naprawdę – zamontowałbym je u siebie bez mrugnięcia okiem.
Ale nie ma to jak życzliwi.. Wykonawca się zawahał. Zgłosił problem. Inwestorka się wścieka. Mały problem (oczywiście drzwi nie zapłacone,bo towar z powodu pośpiechu pojechał prosto do Klientki). Reklamacja odrzucona, zero inicjatywny do jakiekolwiek pomocy ze strony hurtowni czy producenta (dobrze będzie wyglądało w statystykach dla Prezesa, prawda?) Klientka finalnie zwróciła skrzydła, zapłaciła za ościeżnice (mogło być gorzej, bo mi z kolei ”życzliwi” mówili, że babka po prostu nie ma ochoty zapłacić z skrzydła powiesi).
Tylko co mnie dobiło? Nie wykonawca – co człowiek zajmujący się remontami może wiedzieć o naturalnej okleinie. Chociaż od początku był dla mnie na „nie” - miał „znajomego”sprzedawcę, który zapewne odpalał mu kasę za zlecenie. Więc non stop nastawiał właścicielkę na to, że u innych te drzwi byłyby szybciej – co oczywiście jest bzdurą.
W sytuacji kryzysowej pojawił się chyba ten „znajomy”.. Czego ja się dowiedziałem o sobie od Klientki... Byłem w jej oczach nieudacznikiem i krętaczem, który znalazł się w branży przypadkowo. On to dopiero jest fachowcem. A jak by uniknął różnic w tonacjach jej drzwi? Skrzydła odbiera z próbką ościeżnic i jeśli coś nie pasuje, to zwraca. Tak dba o Klienta. I oczywiście nowe skrzydła załatwi w 5 dni. Powodzenia!
Współczuję Klientce. I jestem zdruzgotany postawą tej mendy z konkurencji. Przepraszam za słowo. Innego nie znajduję w tej sytuacji..
Klient jest najważniejszy? Mam mu dać to odczuć jeśli uważam, że jest w kompletnym błędzie? Może to nieprofesjonalne, ale nie jestem aż takie pokorne ciele i bronię swoich racji i w imię tego, by wypchnąć te skrzydła nie będę się kłaniał Klientowi w pas..
Skomentuj / Zobacz komentarzeChciałbym być dumny.. .
Czwartek, 9 czerwca 2011
Któż by nie chciał? Ale ja myślę konkretnie o naszej branży. Chciałbym być dumny ze swoich dostawców.
Nie pisałbym tak, gdybym miał powody do tej dumy.. Może jak zwykle przesadzam. Stale współpracuję z około dziesięcioma dostawcami. I żaden z nich nie zasługuje na ciepłe słowo? Nie jest tak źle..
No ale czas ponarzekać: źle się dzieje w ostatnich czasach. Większość firm ma mniej lub bardziej napięty budżet i trudno oczekiwać, że będą szastać pieniędzmi na reklamy i akcje promocyjne.
Ale czy to o to chodzi? Wiadomo, pieniądze szczęścia nie dają, ale mu bardzo pomagają. Tylko że można.. być normalnym. Można szanować swoich delaerów, grać wobec nich fair (a najlepiej z przewagą dobroduszności). Nie narzucać im przesadnych ekspozycji, tylko po to, żeby za rok wycofać produkt. A jak już wycofywać to z głową, czyli zapowiedzieć to odpowiednio wcześniej (nawet o kilka miesięcy! a nie dni...) To nie jest sklep z pieczywem i tu takie szybkie działania niczego dobrego nie przynoszą. Zresztą co mam się rozczulać nad umowami dealerskimi. Chciałbym być Partnerem a nie dealerem czy wręcz petentem. I to tyle.
Ale jest jeszcze coś.. chciałbym być dumny ze swojego Dostawcy.. Relacje między mną a nim to jedno, ale jeszcze są sprawy, które wychodzą na światło dzienne tak jakby przy okazji. Pewnie Piotrek znów napisze, że to nieprofesjonalne, ale co tam, powiem to: niepokoją mnie spory sądowe, w których są dostawcy. Wolałbym czytać w gazetach, że firma przekazała setki okien dla powodzian. Że stale wspiera lokalny dom dziecka, zorganizowała festyn dla pracowników i ich rodzin czy też wysłała ich dzieci na kolonie.
I chciałbym, by dzwoniących do firm witał rozbrzmiewający w słuchawce głos szczęśliwych ludzi (to na szczęście słyszę dość często). Chciałbym by o moim dostawcy mówiono z dumą. Wszędzie..
Ps. Proszę tego wpisu nie odbierać jednokierunkowo.
Ps.2. Czy Wy jesteście dumni ze swojego dostawcy? A z siebie i działań własnej firmy? Bo ja np.:. uważam, że daleko mi do ideału.
Skomentuj / Zobacz komentarzeCenię Urzędowskiego..
Czwartek, 2 czerwca 2011
Do tego tematu przybierałem się wielokrotnie. Zawsze odkładałem go jednak na później. Ale wcale nie dlatego, że może nie miałbym o czym napisać:))
To konkretnie, do rzeczy:
Uczciwość rynkowa. A przynajmniej jej idealistyczne założenia. Ileż to razy dealerzy proszą Urzędowskiego o podniesienie cen. Tzn nie tyle cen, a cennika. By można było dawać po 30% rabatu. I zawsze nie znajduje to zrozumienia u Urzędowskiego. I chyba dzięki temu cenniki okien drewnianych w Polsce są jeszcze w miarę normalne. Ostatnio ten sam temat padł przy rozmowie o PCW. Nie było dyskusji, bo zdanie fabryki ( a raczej jej szefa) każdy znał.
Klienci nie są szczęśliwi, bo nie dostają wielkich rabatów. Ale ci nasi Klienci są raczej trzeźwo myślący i potrafią odróżnić cenę od rabatu. Chociaż niektórzy dealerzy próbują kształtować swoje ceny i dorzucają co nieco do kalkulacji. Nie zawsze oddają to rabatem. I wiecie co zrobił Urzędowski? Dopisał w umowie odpowiedni paragraf zakazując sprzedaży drożej... Teraz wierzycie że zależy mu na uczciwym podejściu do Klienta?
Równość dealerów. Kolejny punkt, który mnie fascynuje. Nie uwierzycie, ale każdy ma raczej taki sam rabat. Nie ma przywilejów czy też finansowych naród za wysokie obroty lub dobre znajomości. Dzięki temu każdy ma /prawie/ równe szanse i tylko od przedsiębiorczości lokalnego sprzedawcy zależy sukces. Nie ma przesadnej walki cenowej (chociaż dealerzy i tak narzekają – ja też;), żaden dealer nie urasta w przesadną siłę zarażającą fabryce. I chyba dzięki temu nie ma tu zastosowania zasada 80/20 (czyli 80% dochodów wypracowuje 20 najlepszych odbiorców). Zaskakujące, ale pierwsza strona rankingu dealerów jest wyjątkowo równa jak na tego typu zestawienia.
Wyczucie rynku i dostosowanie produktu. Bez tego nie byłby jedną z największych firm w segmencie drewna. Nie pamiętam czasów wprowadzenia okien jednoramowych z drewna klejonego, ale pamiętam końcówkę lat 90. Pracowałem u producenta plastiku. Standardem było u nas okno z szybą k 2,9. Niekiedy klienci dopłacali duże kwoty za lepsze szyby K1,7 czy też 1,3. Nikt nam nie uzmysławiał, że Ci Klienci robią to z troski o swoje wydatki na ogrzewanie. W Urzędowskim normą było już wtedy 1,1. Podobnie okno Galux. Także to było coś, co pociągnęło standard produktu do przodu.
Oczywiście są też kroki firmy, z którymi się nie zgadzam, ale.. kto nie próbuje ten nie ma.
Nie za wiele napisałem? Owszem. Pewnie temat „za co nie lubię Urzędowskiego” byłby bardziej obfity i chętniej czytany.. ale to moja sprawa:)
Ps. W sumie to napisałem ten tekst jakieś 2 miesiące temu.. ale go nie zamieściłem. Dlaczego? Bo mój główny „powód” - czyli normalny cennik przestał być aktualny. Urzędowski uległ i odtąd też w plastiku są piętrowe rabaty powyżej 30%...
Skomentuj / Zobacz komentarzeNie ma ludzi niezastąpionych.
Piątek, 11 marca 2011
Tak tak.. nie ma. Chociaż też kiedyś myślałem inaczej..
Do napisania tych kilku zdań skłoniły mnie komentarze, które czytałem pod wpisem „Zbite okna?”. Ten blog stał się chyba forum ludzi związanych z pewną firmą.. Cieszę się o tyle, bo traktuję go jako rodzaj komunikacji między nami..
Z tym, że nie oczekujcie ode mnie, że będę zamieszczał każdą plotkę jaką usłyszałem. O tym możemy pogadać prywatnie, ale nie na forum publicznym, bo to co w nas wzbudza uśmiech politowania inni mogą odebrać jako sensacyjną informację. Irytuje mnie czasem, że na forach o oknach zamieszcza się głębokie „analizy” dotyczące zarządzania firmami.
Ok, znów idę w innym kierunku niż zamierzałem. Każdy z nas gdzieś pracuje i jeśli jest się w firmie dłużej niż rok, to zaczyna nam się wydawać, że stajemy się niezbędni.. niezastąpieni. Też tak kiedyś myślałem. Pierwszemu swojemu pracodawcy oddałem dużo czasu i poświęcenia. Czułem się potrzebny, spełniony. Nie wyobrażałem sobie dwóch tygodni bez firmy. Ale przyszedł czas urlopu: miałem okazję wyjechać dalej na dwa tygodnie. Szefowi dałem zagraniczny nr telefonu, by śmiało mógł do mnie dzwonić, bo uważałem, że na pewno będzie miał sprawę.. Nie zadzwonił ani razu.. To było moje pierwsze „otrzeźwienie”.
„Zbite okna” skomentowali chyba wszyscy „byli” pracownicy.. Szczególnie jesienią, kiedy przyszły trudniejsze czasy i przez fabrykę przeszły redukcje. Przez jednych przemawia złość (bo byli „ustawieni i nie do ruszenia”) przez innych żal, bo dawali firmie wiele swojego serca. A tu.. ktoś ich zwolnił.. słusznie, niesłusznie – nie wiem. Nie cieszy mnie żadne zwolnienie, chociaż są ludzie, z którymi współpracuje się źle – z innymi dobrze.
Pamiętam dawnego szefa transportu. Dusza-człowiek. Jego odejście wywołało szok, bo jak tak można z tym człowiekiem – niezastąpionym... Długo go żałowałem i co? Logistyka się nie zawaliła, bo objął ją człowiek potrafiący zorganizować pracę z dużym wyprzedzeniem i wszystko działało jak trzeba.
Podobnie będzie w innych działach. Nie ma ludzi niezastąpionych.
Ps. Ale są wyjątki – w fabryce są tacy, bez których wiedzy mój spokój ducha będzie zburzony:) Pozdrawiam ich i mam nadzieję, że nadal będę słyszał w telefonie ich zdecydowany, poparty wiedzą głos.
Skomentuj / Zobacz komentarzeStrona internetowa. Konieczność
Wtorek, 15 lutego 2011
Potrzeba czy tylko marketing?
O potrzebie posiadania własnej strony internetowej chyba każdy już słyszał.. Niektórzy mówią: nie ma Cię w internecie – nie istniejesz.
A to wcale nie prawda. Jest setki punktów okiennych, które nie zauważają internetu. Może nie mają takich aspiracji? Może nie wierzą.. może odkładają to na później? Co o tym sądzę?
Do swojej strony internetowej podchodziłem długo. Praktycznie przez 3 lata działalności wiedziałem, że niby trzeba, że wypada.. ale zawsze miałem inne wydatki i sposoby zajęcia czasu. Muszę przyznać, że pod względem reklamy jestem taki sobie. Żadnych tablic, banerów, minimum ogłoszeń w prasie.. Więc i strona musiała bardzo długo dojrzewać. Poza tym jestem zdania, że jak coś robić to konkretnie a ona nigdy nie była skończona ( zresztą - nadal nie jest)
Powód
Po co firmie strona? Odpowiedzi na to pytanie poświęcono już nie jedno poważne opracowanie. Ale kto by słuchał marketingowego bełkotu firm oferujących stworzenie strony? Przecież „oni” chcą na nas zarobić... Spokojnie, ja takie oferty z reguły zawsze wyrzucam do kosza. Ale potrzebę strony czułem. Będąc dealerem znanej marki większość zapytań przychodzących od Klientów dostawałem mailem. Bywały różne: od lokalnej Klientki (która na co dzień wychowuje dzieci) po casting na najniższą cenę urządzany przez „przebiegłego” Klienta z miasta odległego o 200km... zresztą – sami o tym wiecie.
Wkurzało mnie jednak, że na dziesiątki odpowiedzi (czyli setki godzin pracy) dostawałem tylko nieliczne podziękowania. Nie mówiąc już o zamówieniach :) Oczywiście wiem dlaczego nie było odzewu: wyceny zawsze staramy się robić kompletne i bez zaniżania cen. A kwoty w naszych mailach zwykle były wyższe niż u konkurencji. W wiadomości pocztowej u Klienta byliśmy tylko kwotą.. Więc trzeba było się jakość wyróżnić.
Wizytówka
Pierwotnie strona miała być tylko wizytówką. Taką mini produkcją, by klient w kilku kliknięciach mógł zobaczyć, że jesteśmy specjalistycznym salonem, a nie małą budką na bazarze sprzedającą przy okazji mydło i powidło. Firmą, której warto zaufać. Tak to miało wyglądać. Parę zdań plus przykładowe zdjęcia. Wyszło jak zawsze – inaczej niż w zamierzeniach. Na szczęście szerzej niż zamierzałem. Ale od razu pojawił się problem: cena za stworzenie strony była wysoka.
Ostatecznie stanęło na modelu CMS – czyli firma stworzyła mi szablon, a ja mogę dodawać sobie teksty, podstrony i zdjęcia. W nieskończoność, więc ramy wizytówki zostały złamane (na plus)
Promocja /pozycjonowanie
Po starcie strony od razu miałem masę ofert... ale ze mną jako Klientem w roli głónej – oferowano mi pozycjonowanie, czyli przyczynienie się do tego, by adres mojej strony ukazywał się na pierwszej stronie wyników w google. W sumie to nie było mi potrzebne.. ale z czasem – uznaję, że mieć swój adres i wskazanie do niego przez google na 5-6 stronie wyników to tak jakby nie mieć strony. Bo nie mam pewności, że Klient przepisze ręcznie adres z ulotki czy oferty.
Pracownik
Finał jest taki, że moja strona jest moim pracownikiem. Zawieram na niej informacje, o które zwykle pytają Klienci. Tak, by zainteresowany człowiek mógł poznać moją firmę i ofertę - o ile będzie miał na to ochotę. Ale już widzę plusy – mam ze strony nie tylko nowych Klientów, ale także mam zdecydowanych Klientów – w biurze faktycznie czas poświęcamy na potwierdzenie zamówienia niż wielogodzinne omawianie szczegółów.
Dziś mówię - warto było mieć stronę. Na początek choćby małą, jednostronicową wizytówkę.
Skomentuj / Zobacz komentarzeNowy Raport1000. Już go mam :)
Czwartek, 27 stycznia 2011
Właśnie dziś przyszedł. Listonosz z kopertą, a w niej.. coś, na co czekałem :) bo poprzednia wersja pozostawiła mi niedostyt a i pewne wyniki wymagały sprostowań, których zapowiedź widziałem już w notce Oknonetu.
Ale nie wiem jeszcze co w nim jest, bo do koperty dopadła pierwsza moja współpracownica i szuka w nim czegoś.. ciekawe czego.
Mój czas przyjdzie później. To lektura na kilka wieczorów, potem parę dni przemyśleń i znów powrót do tabel. Na pewno podzielę się ciekawymi wynikami, bo nie wątpię, że one tam będą..
Zatem, do lektury...
Skomentuj / Zobacz komentarze
Budma 2011. Sukces..
Poniedziałek, 17 stycznia 2011
Ilu odwiedzających tyle opinii. Może nie.. tu się po prostu mogło nam podobać lub nie.. Oczywiście u mnie nic nie jest proste, więc ogólnie: targi okienne słabiutkie.. ale dostrzegłem parę pozytywnych punktów.
Pierwsza sprawa: widać, że jest mniej wystawców. Tłumy zwiedzających to też już przeszłość (chociaż podobno miało być więcej niż rok wcześniej). Na głównej hali (nr5) były wolne przestrzenie. Setki metrów - zawsze zajętych - zaaranżowano na strefę odpoczynku z kanapami dla gości – czyli coś, czego zawsze brakowało:.
Górne antresole świeciły pustkami – miejsce dla moich ulubionych mediów branżowych znalazło się na dole, czego nie pamiętam, bo zwykle ich stoiska nie są wystawne i nie ma co tam pokazywać zwykłym zwiedzającym (z żalem stwierdzam, że przeciętny pracownik branży nie czyta wydawnictw „okołookiennych”)
Spodziewałem się dominacji producentów profili i okuć.. a tu zupełna pustka, nikogo... szok?! Czemu? Nie mają co pokazać? Ja nie miałem czego u nich oglądać, ale może dla ludzi z produkcji ich właśnie zabrakło. Na pewno pozytywnie wpływali na wygląd hali..
Były takie rzeczy, które mi się spodobały.
Pol-skone. Zaskoczyli mnie totalnie. Niby znów „tylko” dziesiątki drzwi. Kwintesencja ich produkcji, ale TA masa nowości. Gratulacje dla człowieka, który u nich tworzy nowe wzory. Ktoś jest wyjątkowo płodny i co najważniejsze – trafia także w mój gust przeciętnego Klienta. Dziś gdybym miał kupić jakieś wielkoseryjne drzwi to byłoby to coś z Sempre. By nie było tak słodko.. od niektórych dało się odczuć „wyższość” – cechę typową dla ludzi z najbardziej znanych firm w branży. A trochę pokory by się przydało. Tylko że ja piszę o dwóch głosach spośród dwudziestu obecnych.. Pozdrowienia dla chłopaka, który był u nich gościem i obsługiwał zainteresowanych – było czuć, że ma dobre podejście do Klienta – nie tak jak „fabryczni”...
Porta. Stoisko nie mniejsze, ale.. bardzo się zawiodłem. Oczywiście są nowe kolory i wzory i normalnie byłbym zadowolony, ale przy konkurencji wypadli blado. Może smacznie.. ale nie dla mnie. Dealerów można było zaprosić do knajpy.. a ja (podobnie jak setki innych ludzi z APS`ów) chciałem zobaczyć DRZWI I NOWOŚCI a musiałem obejść się smakiem. Odczułem, że ważni są dealerzy, dalsi odbiorcy są mało istotni.. ?
Jeszcze dwa miejsca, które zwróciły moją uwagę i chciałbym je sprzedawać: Schlage, których reklamę ostatnio widziałem – ciekawe rozwiązanie „klamek z przyciskiem” Szkoda tylko, że to trzeba uwzględnić na etapie zamawiania, więc pewnie pozostanie to rozwiązanie dla drzwi robionych indywidualnie w zakładach stolarskich.
Eclisse – systemy drzwi przesuwnych. To co oferują to rewelacja. Wszystko co sobie można wymarzyć w drzwiach suwanych jest właśnie u nich. Kasety i skrzydła suwane po łuku, drzwi chowane w ścianę z samozamykaczmi lub zschynchronizowane. Naprawdę robią wrażenie.
A w oknach.. też pustki. Oczekiwałem wielkich marek: Włoszczowej, Sokółki... . Urzędowskiego też nie było, ale ich się nie spodziewałem od dawna. Taka polityka. Z jednej strony się nie dziwię - koszt targów jest ogromny, a widocznych korzyści niewiele.. Ale szkoda, że nie docenia się prestiżu. Choćby niewielkie stoisko, punkt konsultacyjny.. cokolwiek. Nie było.
Z „drewnianych” zatrzymałem się dłużej w Dreweximie. Ciekawostka: zwykłe okno przesuwne na niskim progu (nie HS). Okno postarzane – obrabiane termicznie – od nowości wygląda jak te w starych góralskich chatach. Robi wrażenie. Większe niż świecąca ramka międzyszybowa. To nie odpust, ale.. efekt „bajerancki”.
Był jeszcze Pozbud – chociaż stoisko też już nie tak imponująca jak dawniej, ale byli. Podobnie Pinus czy Adpol. Byli. To się liczy. I jeszcze jedno zaskoczenie: Dobroplast na Budmie – czyżby to początek budowania marki?
Na koniec jeszcze jedno zaskoczenie. Szedłem już po kurtkę.. ale coś mnie zatrzymało. Zobaczyłem szprosy nakładane. Prawdziwa ramka nakładana. Powiedziałbym, że idealnie przełożona z drewna na PCW. Normalny plastik w okleinie, mocowany na zawiasach.. wygląda trwale, dobrze, prawie jak te drewniane.. i chyba się na nie skuszę..
Skomentuj / Zobacz komentarzeJadę na Budmę.
Wtorek, 11 stycznia 2011
Czym tu się chwalić? Corocznie odwiedza te targi tysiące ludzi z branży. Pewnie co najmniej połowa to pracownicy firm okiennych. Reszta to ich Klienci, bo Inwestorów budujących domy jest zwykle najmniej.
Pracując dla Producentów na targach byłem praktycznie zawsze. Obowiązkowo, ale też chętnie. Zawsze można było podpatrzeć, co oferuje konkurencja, spotkać znajome twarze, pogadać..
Teraz cieszę cię podwójnie, bo rok temu nie wystarczyło czasu na targi. Poza tym, to nie miały być targi okienne (była próba wygenerowania dwuletnich cyklów dla stolarki ). A w ty mroku już takie mają być.. Zobaczymy.
Jadę zobaczyć: konkurencję - chociaż nie wiem kogo tam spotkam, bo nie spodziewam się zbyt wielu firm..
Pewnie jak zawsze będą dominowali dostawcy dla przemysłu okiennego, a tablice z okuciami czy kształty profili nie aż tak bardzo mnie interesują.
Na pewno odwiedzę Portę. Chcę zobaczyć ich nowy katalog, a szczególnie nowe kolory. Przecież muszą je w końcu wprowadzić! Bo ile czasu można oddawać pola konkurencji.
Pójdę do Pol-skone. Poproszę o ich kalendarz – bo w moim nie ma tygodnia nr 53 (a na taki tydzień dostałem od nich potwierdzenie zamówienia). A jak już ktoś zechce ze mną pogadać, to zapytam co oni myślą o zasadach fair-play we wprowadzaniu podwyżek: czyli dlaczego ważna jest dla nich data produkcji a nie zamówienia? No i oczywiście pogratuluję im dobrych drzwi, niezłego wczucia potrzeby produktu, bo ich serie Sempre czy Noble są bardzo OK.
Producentów okien się nie spodziewam. Przynajmniej nie tych z branży PCW. Na pewno będą „drewniani”, ale którzy? Zobaczymy.. Oo.. przypomniałem sobie o jednym: na pewno będzie Adams – to ich „fabryka” ma na żywo robić okna...
Jak już się znudzę to na pewno odwiedzę Oknonet – mam obiecaną kawę! Pewnie na górnej antresoli będą też inne media branżowe? Lubię wszystkich, bo istnienie na tym naszym trudnym rynku zasługuje na uznanie:)
Do zobaczenia.
Skomentuj / Zobacz komentarzeBlog. Prywatny.
Czwartek, 23 grudnia 2010
Znów miałem ochotę postawić po tytule znak zapytania. Tylko, że jak patrzę na poprzednie wpisy, to mam wrażenie, że za często pytam. To nic innego jak wyraz mojego braku pewności siebie. Rysuję obraz swojego świata, ale nie jestem pewien czy to dobre spojrzenie, które znajduje akceptację w środowisku.
Blog
Zaczynając kilka miesięcy temu nie wiedziałem czym ma być blog. Nie miałem swojego ulubionego miejsca z blogami. Ważny był dla mnie wpis z innego miejsca na oknoblogu, który zawierał info przedruk artykułu: http://www.eioba.pl/a79065/blogowa_dezyderata_jak_pisa_bloga (nie mogę już odnaleźć tego wpisu na oknonecie)
Te kilka punktów pozwoliło mi ruszyć... Z tym, że jedną z zachęt były słowa redaktora: „zapraszam.. będzie można usuwać komentarze..”. To zdanie silnie utkwiło mi w pamięci, bo wielokrotnie wściekałem się jak czytałem na forum wypowiedzi mało prawdziwe, których intencją było tylko „dowalenie konkurencji”. Tak naprawdę to właśnie „konkurencja” doprowadza mnie do szału. Nie potrafię jej dorównać. W szkalowaniu, kłamstwie czy też zawiści. Czytając niektóre wypowiedzi na forach mam ochotę powiedzieć „dziki kraj”.
Prywatny blog
Każdy z nas może założyć blog. Nie wymaga to żadnego przyzwolenia Oknonetu. Mamy raczej ich błogosławieństwo i udostępnioną przestrzeń. Logując się do swojego konta w oknonecie jest taka zakładka... „zarządzaj blogiem prywatnym”... Jakże mocno brzmi :) ale prawdą jest, że można usunąć komentarze pod wpisem: zarówno te niewygodne jak i niezgodne z ideą własnego bloga.
Napisałem już czego nie cierpię. Obiecywałem sobie, że nie będę korzystał z tego „przywileju” ale co zrobić.. przelało się. Nie chcę być kojarzony z tym, co na co dzień jest na różnych forach, dlatego zrobiłem to..
Wolność słowa
Moi przeciwnicy powiedzą „przecież jest wolność słowa”, „cenzura” itp. Trudno. Nie da się wszystkim dogodzić. Nie mam nic przeciwko mało wygodnej dyskusji czy też trudnym pytaniom. Mamy wolność słowa. Ale ODPOWIEDZIALNEGO SŁOWA. Pisząc choćby dwie sylaby w sieci mam świadomość, że to co napisałem może do mnie wrócić. Nie przychodzi mi przez myśl, że mógłbym napisać kłamstwo, bo biorę odpowiedzialność za siebie. Nie tylko dlatego, że organy ścigania mogłyby mnie pociągnąć do odpowiedzialności.
Anonimowość
Jest jeszcze jeden powód, dla którego nie mogę przejść obojętnie obok zaśmiecania sieci bezpodstawnymi zarzutami. Szczególnie jak dotyczy to przestrzeni, która jest ze mną w jakiś sposób związana.. W każdym ze swoich wpisów jestem pod nickiem, ale ze świadomością, że po trzech kliknięciach myszką można dotrzeć do mojego numeru telefonu. Na blogu jestem nawet z imienia i nazwiska. Więc mam tylko minimum anonimowości. Ale wcale się tego nie boję, z tym że w obronie swojego dobrego imienia będę walczył wszelkimi dostępnymi (dopuszczonymi) środkami...
Dużo tego tłumaczenia. A wszystko z powodu usunięcia jednego wpisu.. .
No cóż.. wesołych świąt :)
Skomentuj / Zobacz komentarzeZdjęcia w internecie. Pożyczam.. ?
Sobota, 11 grudnia 2010
Zdjęcia z realizacji
W swojej pracy wykorzystuję je na co dzień. Nie wyobrażam sobie bez nich życia. Prawdę mówiąc to podejrzałem to w innych punktach. Zdjęcia prestiżowych realizacji zawieszone w ramce, wypełniające pustą ścianę. Album z fotkami wyłożony gdzieś z boku, na stoliku, by oczekujący klient mógł czymś się zająć lub wręcz służący za podstawowe narzędzie w pracy...
Tylko co zrobić jak się startuje i ich nie mamy odpowiedniej bazy? Można dostać je od znajomych. Ściągnąć z internetu: ze strony swojego dostawcy lub innych przedstawicieli... no właśnie. Czy można?
Nie „mam ciśnienia” by udawać się do źródła przepisów prawa w zakresie ochrony praw autorskich. Zresztą nie tylko ja, bo piractwo w naszym kraju ma się dobrze. Zaczynając od programów komputerowych przez muzykę po ciuchy. Kto by się przejmował jakimś zdjęciem!? „Utwór fotograficzny” jest niewątpliwie przedmiotem chronionym z zasady. Chociaż czasem jego autor zezwala na jej wykorzystanie, szczególnie jeśli chodzi o domowy użytek.
Wyznanie
Przyznam się. W swojej pracy korzystałem ze zdjęć mojej konkurencji. Pokazywałem je swoim klientom w biurze. Chociaż nie akcentowałem, że są „obce” ale też nigdy nie fantazjowałem, że to moje realizacje. Zwykle bliższe pytanie Klienta kwitowałem to stwierdzeniem: „to zdjęcia od znajomych”.. Ale nie wiem czy owi znajomi chcieliby bym korzystał z tych zdjęć..
Z tym, że do głowy mi nie przyszło, by bez zgody autorów publikować te zdjęcia na swojej stronie internetowej ani tym bardziej przypisywać im swoje autorstwo. Tylko czy to mnie usprawiedliwia? Jestem świadomy, że też mam skazy, np. wszelkie zdjęcia swoich dostawców. Nie zapytałem ich o zgodę.. Albo przykład materiałów z Porty, która ma bardzo rozbudowany serwis udostępniający pliki do reklam. Ktoś z Was przeczytał warunki licencji i po zrobieniu projektu wysłał go do Porty, tak jak o to proszą?
Kto jest bez winy...
Ale ja zacznę. Robię mnóstwo zdjęć. Fotki obrazujące realizacje bardzo pomagają mi w pracy i nie mam nic przeciw by także pomagały moim znajomym. Zdaję sobie sprawę, że służą także konkurencji – czasem są podpisane jako własna realizacja, a czasem służą jako „materiał dowodowy” dla wytykania fuszerek. Wszystko zależy od intencji.
Odkąd zacząłem publikować zdjęcia na swojej stronie uważnie patrzę jak, pojawiają się w różnych miejscach. Już kiedyś wcześniej, dałem płytę znajomemu. Pojawiły się na stronie jego znajomego - dealera bez pytania o zgodę na upublicznienie.. Prośba mailem o ich usunięcie została zignorowana i jestem pewien, że facet udaje, iż nic do niego nie doszło..
Podobnie niedawno, znalazłem swoje fotki na stronie nieznanej mi firmy. Okrojone, bez mojego logo i wskazania źródła pochodzenia. Poprosiłem o wyjaśnienia. Zero reakcji.
Ale by nie było małostkowo: uważnie śledzę ruch w sieci. Co raz znajduję zdjęcia mojego dostawcy na stronach konkurencji: zawsze piszę małego maila ze zwróceniem uwagi pod adres wskazany na stronie i tak: twórca strony mówi, że zrobił ją z materiałów dostarczonych przez zlecającego, a właściciel firmy... nie odpisuje. Nasza branża jest do szpiku kości niewrażliwa na piractwo. Jakiś rok temu trafiłem na stronę jednego z dealerów konkurencji. Fajne fotki obrazujące tą witrynę pochodziły z materiałów jego największego rynkowego rywala. Zbliżenia charakterystycznych elementów okna, w tym znaczka firmowego... jakże nieudolnie wymazanego i zastąpionego „właściwym”. Oczywiście – właściciel strony nie odpowiedział.. nie odezwała się także „dawca” podrobionego logo.. i nic nie zrobiła firma, której materiały wykorzystano.
Mamy poważniejsze sprawy na głowie? Czy to brak świadomości lub też ogólne przyzwolenie? Tak czy inaczej.. nie ma powodów do chwały..
Skomentuj / Zobacz komentarzeOświadczenie
Sobota, 20 listopada 2010
Zaskakująco dużo mam ostatnio powodów do pisania. Nie jest nudno. Ale to co dziś do mnie doszło wprawiło mnie w osłupienie. Przez chwilę uśmiałem się, potem zniesmaczyłem a na koniec chciałem napisać fax do Prezesa jednej ze spółek produkujących okna drewniane. Tylko co by to zmieniło w mojej sytuacji?
Znajomy napisał do mnie: „słyszałem, że przechodzisz wraz z większą grupą dealerów Urzędowskiego do konkurencji” - oczywiście wymienił mi nazwę firmy. Tak się złożyło, że przedstawiciel tego producenta był u mnie w czwartek. Nawiasem mówiąc w piątek był z innej firmy, podobnie jakiś miesiąc temu – także był miły człowiek (nie po raz pierwszy zresztą).
Szanowny Prezesie.
Oczywiście rozmawiałem z przedstawicielem Pana firmy. Sam byłem przez wiele lat handlowcem i odwiedzałem setki punktów stąd wiem, że zamykanie drzwi przed konkurencją nie jest dobrym rozwiązaniem. Ale nigdy nie przyszło mi do głowy rozgłaszanie na prawo i lewo, że firma po jednej rozmowie chce zmienić dostawcę - tym bardziej jeśli rozmowa była grzecznościowa a nie handlowa. Uważam, że prowadzą Państwo nieuczciwą grę rynkową mającą na celu wywarcie wrażenia, że wszyscy dealerzy Urzędowskiego chcą nagle zmienić dostawcę.
Nie zamierzam przejść do Pana firmy, a fakt rozmowy z przedstawicielem nie oznacza, że jestem zainteresowany sprzedawaniem Pana wyrobów. Ofertę firmy zawsze chętnie poznam, z przedstawicielem także się umówię – nawet gdyby był on z firm powszechnie uznanych za najgorsze na rynku. Ale ja o współpracy w żadnym wypadku nie myślę. Dla mnie wystarczy że człowiek, z którym rozmawiam prezentuje w miarę porządny poziom. Lubię orientować się co się dzieje na rynku. I tyle.
Szanowny Prezesie/ Przedstawicielu.
Rozpuszczanie takich nieprawdziwych informacji odbieram jako działania na szkodę mojej firmy i oczekuję, że zaprzestaną Państwo króków tego typu w przyszłości. Może po wizycie przestałem patrzeć na Państwa firmę negatywnie, ale po echach które wróciły czuję się wykorzystany i moja niechęć do Waszej firmy została spotęgowana.
Nie zamierzam zmieniać dostawcy. Wolę przeżyć kilka słabszych miesięcy, niż współpracować z kimś, do kogo nie mam zaufania, które buduje się przez długie lata.
Z poważaniem
Paweł Pietruczanis
właściciel firmy Alterdom Siedlce
Ps. Oferta przedstawiciela, który odwiedził mnie w piątek jest – jak dla mnie – lepsza.
Skomentuj / Zobacz komentarzeFora internetowe - marketing szeptany?
Piątek, 19 listopada 2010
W założeniach miałem nie mieszać ze sobą dwóch blogów ani tym bardziej dublować wpisów. Ale po jednym ze wczorajszych komentarzy nie wytrzymałem i podałem autorowi komentarza link do konkurencyjnej do Oknobloga strony, na której także czasem coś napiszę. Ale jeśli temat jest obecny także tu, na oknonecie.. to postanowiłem zamieścić tamte przemyślenia. Przepraszam za małą oryginalność, ale to decyzja z tej chwili. Tu i teraz.
Fora internetowe
Jest ich mnóstwo. Od bardzo rzeczowych, przez typowe marketingowe po plotkarskie. Wszystkie czytają ludzie i jakaś ich część na opiniach z forów podejmuje swoje decyzje zakupowe. Jedni dyskutowane tematy biorą śmiertelnie poważnie – na innych wpływa to tylko podświadomie.
Tak czy inaczej dobrze mieć na forach dobrą opinię. Ale czy wystarczy „oddelegować” do śledzenia forów pracownika? Lub nakazać na zebraniu firmowym udzielać się i tworzyć dobry obraz? Nie, nie wystarczy!
Co gorsza, to przynosi efekt gorszy od zamierzonego. Przeciętny użytkownik internetu, szukający informacji dotyczących budowy domu to raczej człowiek mądrzejszy od średniej. To nie jest ciemny lud, którym da się łatwo manipulować.
Od wielu lat jestem stałym użytkownikiem forów. Mam swoje ulubione miejsca w sieci. Wybieram głównie te, które żyją, gdzie toczy się ciekawa dyskusja, gdzie mogę dowiedzieć się czegoś ciekawego. Odkąd - z grubsza - znam zasady indeksowania stron w wyszukiwarkach śledzę w googlach wyniki wyszukiwania dla ulubionych haseł (np.: „okna XYZ”) i niemal zawsze w pierwszej 10 wyników jest dwa - trzy linki do forów. Więc są to czytane strony i warto o nie walczyć.
Precz z „jednopostowcami”!
To nie takie proste – zalogować się i od razu napisać coś „ku chwale firmy”. Naprawdę widać wysyp jednorazowych użytkowników, którzy ni stąd ni zowąd pieją z zachwytu nad określoną firmą. Takie wpisy są zauważalne i bardzo rażą doświadczonych użytkowników forów. Są wręcz wykpiwane i chyba finalnie przynoszą więcej szkody niż pożytku, a na pewno wpływają na złą opinię stałych użytkowników, którzy mają największy wpływ na kierunek marketingu szeptanego. Lubianym firmom lub użytkownikom wybacza się małe reklamy. Ale agresywny marketing na pewno zostanie skrytykowany.
Mój początek na forach był w czasach, kiedy jeszcze pracowałem dla producenta. Przeczytałem w necie opinię niezadowolonego Klienta która brzmiała z grubsza tak: „Nie polecam firmy X, ich montażyści nie dość że się spóźnili, to jeszcze zabrudzili mi kibel” Kurczę! to nie byli montażyści z firmy X, a jedynie od jego przedstawiciela. Uznałem, że warto zaistnieć w sieci i walczyć z takimi wpisami, tzn. prostować je, wygładzać ich wydźwięk.. Ale robiłem to zawsze uczciwie, nigdy nie ukrywając kim jestem. I taką strategię przyjmuję zawsze. Nie reklamuję wprost danej firmy, a walczę z negatywnymi wpisami. Chociaż czasem ręce opadają, bo niektórych rzeczy nie da się prostować. Nawet gdyby ktoś chciał mi płacić za wpisy – nie zrobiłbym tego. Notabene, na jednym z forów którym aktywnie uczestniczę jest człowiek, który od roku „wrzuca” co raz adres jednego producenta – widać ewidentnie, że facet robi to na siłę. Ale nikt go (jeszcze) nie „pojechał”, bo gość jest specem od szyb i w tym temacie wnosi dużo wiedzy..
Jeszcze raz przepraszam za powtarzający się wpis... ale musiałem, bo ta sprawa nie daje mi spokoju.
Skomentuj / Zobacz komentarze

