Najnowsze wpisy
Płatności
Podaję cenę..
I znów grzech..
Był sobie rok 2011..
Nieprofesjonalni..
Serwis. Poniżenie czy pomocna dłoń?
Odszkodowanie (?) za opóźnienie
Niekompetentni
Ręce opadają
Chciałbym być dumny.. .
O mnie
finlandia
Dealer stolarki. Zakochany w drewnie, doceniający zalety PCW.
W branży od 1998r.
Moje linki
Archiwum
2010
Kwiecień, Maj, Czerwiec, Lipiec, Sierpień, Wrzesień, Październik, Listopad, Grudzień2011
Styczeń, Luty, Marzec, Czerwiec, Lipiec, Wrzesień, Listopad2012
Styczeń, Luty, KwiecieńI znów grzech..
Piątek, 3 lutego 2012
Nawet nie potrafię nazwać tej relacji... Nie znajduję słowa. Ale wiecie o czy mówię?
Pracowałem kiedyś w znanych firmach. Liderzy na rynku, przynajmniej w jakimś okresie. Jeździliśmy na targi, pokazywaliśmy fantastyczne produkty, które się podobały. Widząc taki zachwyt Klientów można było nieźle podbudować własne ego. Czasem nawet za bardzo..
Tylko że to było spojrzenie jednostronne. Teraz wiem, że z innej perspektywy to wygląda inaczej. Że taka radość granicząca z przeświadczeniem o własnej doskonałości jest źle odbierana.
Oj sporo znam takich firm, w których ludziom wydaje się, że pozjadali wszystkie rozumy. Chyba szybciej wymienię te, które prezentują się „normalnie” niż te zarozumiałe.. Zaczynając od drzwi zewnętrznych stalowych. Ktoś już kiedyś podał tą nazwę w komentarzach, więc ja nie muszę jej powtarzać. Ostatnio takim samym tonem potraktował mnie ich delaer-hurtownik. Z faceta którego lubiłem, za uczciwe podejście do spraw wypłynęła cała żółć. Oj była to bardzo nieprzyjemna rozmowa. Z mojej perspektywy konkluzja była taka: ja, szary żuczek śmiem zawracać głowę telefonami w drobnej sprawie wielkiego dealera znanej firmy. Jakim prawem upominam się o swoje – przecież będzie tak jak on uzna i powinienem siedzieć i czekać... Zupełnym przeciwieństwem jest ich konkurencja: KMT i ich dealer w Lublinie (polecam - Art-mar). Zawsze rzeczowi, chętni do pomocy. Czuć że traktują partnersko firmy z którymi współpracują.
Drzwi wewnętrzne też mają swoje „księżniczki”. Na pewno nie jest to Porta – współpracuje mi się z nimi świetnie. Najdrobniejsza nietypowa sprawa jest do załatwienia – przynajmniej ustalenia są od ręki. Ma to swoją cenę ale nie jest ona zaporowa. A ich rywal? Rety... dogadać się z nimi – szok. Mają swoje „chimery” i mówią „nie, bo nie”. Mały gest pomocy jest nie na ich poziomie. Dają odczuć, że oni są wielcy i byle głupotami się nie zajmują. Zresztą – komunikacja w ich firmie nie raz dała mi inspirującą złość do pisania.
W oknach też to mam. Głupio jest pisać o swoich, tym bardziej że potraktowanie ogólne byłoby krzywdzące, bo firma w czasie wieloletnich zmian ma zarówno ludzi bardzo pozytywnych, ale też tych ze starej nomenklatury (wcale nie myślę tu o wieku). Oj nie raz poczułem się jako petent. A nie partner.
Z moich obserwacji wynika, że dotyczy to ludzi, którzy nie mieli okazji ciężko pracować na pozycję firmy. Nie widzieli, że niektórzy muszą włożyć trochę serca by budować dobre relacje. Ale czy to ich wina że od razu trafili do wielkiej firmy i nie mieli gdzie nauczyć się pokory... ? Ryba zawsze psuje się of głowy..

