Blogi Oknonet.pl

I znów grzech..

Piątek, 3 lutego 2012

Zarozumiałość? Pycha? Czy po prostu przeświadczenie o własnej wielkości. To czasem słyszymy w telefonie dzwoniąc do znanej firmy. Nawet nie musi być to rozmowa. Kontakty z pewnymi firmami na każdym szczeblu są nacechowane tym mało przyjemnym uczuciem. Dają nam, dealerom odczuć, że oni są „Panami”.

Nawet nie potrafię nazwać tej relacji... Nie znajduję słowa. Ale wiecie o czy mówię?

Pracowałem kiedyś w znanych firmach. Liderzy na rynku, przynajmniej w jakimś okresie. Jeździliśmy na targi, pokazywaliśmy fantastyczne produkty, które się podobały. Widząc taki zachwyt Klientów można było nieźle podbudować własne ego. Czasem nawet za bardzo..

Tylko że to było spojrzenie jednostronne. Teraz wiem, że z innej perspektywy to wygląda inaczej. Że taka radość granicząca z przeświadczeniem o własnej doskonałości jest źle odbierana.

Oj sporo znam takich firm, w których ludziom wydaje się, że pozjadali wszystkie rozumy. Chyba szybciej wymienię te, które prezentują się „normalnie” niż te zarozumiałe.. Zaczynając od drzwi zewnętrznych stalowych. Ktoś już kiedyś podał tą nazwę w komentarzach, więc ja nie muszę jej powtarzać. Ostatnio takim samym tonem potraktował mnie ich delaer-hurtownik. Z faceta którego lubiłem, za uczciwe podejście do spraw wypłynęła cała żółć. Oj była to bardzo nieprzyjemna rozmowa. Z mojej perspektywy konkluzja była taka: ja, szary żuczek śmiem zawracać głowę telefonami w drobnej sprawie wielkiego dealera znanej firmy. Jakim prawem upominam się o swoje – przecież będzie tak jak on uzna i powinienem siedzieć i czekać... Zupełnym przeciwieństwem jest ich konkurencja: KMT i ich dealer w Lublinie (polecam - Art-mar). Zawsze rzeczowi, chętni do pomocy. Czuć że traktują partnersko firmy z którymi współpracują.

Drzwi wewnętrzne też mają swoje „księżniczki”. Na pewno nie jest to Porta – współpracuje mi się z nimi świetnie. Najdrobniejsza nietypowa sprawa jest do załatwienia – przynajmniej ustalenia są od ręki. Ma to swoją cenę ale nie jest ona zaporowa. A ich rywal? Rety... dogadać się z nimi – szok. Mają swoje „chimery” i mówią „nie, bo nie”. Mały gest pomocy jest nie na ich poziomie. Dają odczuć, że oni są wielcy i byle głupotami się nie zajmują. Zresztą – komunikacja w ich firmie nie raz dała mi inspirującą złość do pisania.

W oknach też to mam. Głupio jest pisać o swoich, tym bardziej że potraktowanie ogólne byłoby krzywdzące, bo firma w czasie wieloletnich zmian ma zarówno ludzi bardzo pozytywnych, ale też tych ze starej nomenklatury (wcale nie myślę tu o wieku). Oj nie raz poczułem się jako petent. A nie partner.

Z moich obserwacji wynika, że dotyczy to ludzi, którzy nie mieli okazji ciężko pracować na pozycję firmy. Nie widzieli, że niektórzy muszą włożyć trochę serca by budować dobre relacje. Ale czy to ich wina że od razu trafili do wielkiej firmy i nie mieli gdzie nauczyć się pokory... ? Ryba zawsze psuje się of głowy..

Komentarze

CytujTwoja konkurencja, Środa, 15 lutego 2012
W kazdym poscie ciagle tylko marudzisz i narzekasz. robi sie to NUDNE. wez sie czlowieku do roboty. Narzekasz bo popelniasz bledy za ktore chcesz zeby odpowiadal dystryb.
Cytujfin, Czwartek, 16 lutego 2012
Twórcza krytyka jest mile widziana i dopóki jest w miarę kulturalna to nie będę jej usuwał. Doceniam troskę konkurencji ale tak myślę - komuś zalazłem za skórę? Na nudne wpisy jest rada - nie czytać..?